Grażyna Zielińska
Prezes Krajowego Urzędu Pracy w latach 1997-2001

Nie zmarnowałam czasu

Dosyć długo "zbierałam się" do napisania tego tekstu. Pewnie dlatego, że propozycja padła w momencie, gdy bezrobocie w naszym kraju przekroczyło 3 mln 200 tys. osób, a Krajowy Urząd Pracy jest likwidowany. Czy można więc mówić o sukcesach? Czy 4 lata pracy wniosły nową jakość w politykę społeczną? Czy można było zrobić więcej i w jakim stopniu zależało to od nas samych? Pracowaliśmy w niezwykle trudnych warunkach, w okresie wdrażania 4-ch najważniejszych reform, restrukturyzacji gospodarki, dekoniunktury gospodarczej na świecie i w Polsce, a także coraz mniejszych środków finansowych na koncie Funduszu Pracy. Czy nie mieliśmy pomysłów i woli ich realizowania? Wręcz przeciwnie! Przychodząc do Krajowego Urzecu Pracy nie musieliśmy "zapoznawać sie z tematem". Nowa kadra kierownicza pracowała w urzędach pracy różnego stopnia i problematyka rynku pracy była nam znana. Skupiliśmy się na sprawach merytorycznych, politykę zostawiając Ministrowi Pracy. Szybko okazało się jak wielką rolę odgrywa polityka... Decyzja o przekazaniu urzędów pracy do samorządów wywołała olbrzymi konflikt, który odbicie swoje znalazł w Sejmie, we wszystkich partiach politycznych. Źle się stało, że mimi naszych wielokrotnych propozycji nigdy nie doszło do poważnej debaty merytorycznej na ten temat (próba taka została podjęta w Senacie ale z marnym skutkiem). Dopiero teraz słyszy się głosy (a i tak samorządowcy mówią o tym w kuluarach, bo oficjalnie "nie wypada") że decyzja była nieprzemyślana zwłaszcza w kontekście przystąpienia Polski do Unii Europejskiej i absorbcji unijnych środków finansowych. Nie jest żadnym pocieszeniem, że my to wiedzieliśmy i dlatego w 1999 r. proponowaliśmy proporcjonalny podział środków FP na wszystkie szczeble (60% pup, 30 % wup, 10% szczebel centralny). Mam nadzieję, że dzisiaj, gdy podobną propozycję przedstawił Minister Pracy argumenty merytoryczne zwyciężą. Tutaj z kolei rodzi się pytanie, czy decyzja o likwidacji KUP jest merytoryczna, zwłaszcza w sytuacji, gdy trzeba podjąć znacznie szersze działania na rynku pracy i czy MPiPS centralizując zarządzanie rynkiem pracy zrobi to lepiej? Może znowu pospieszono się i może znowu zabrakło rozmowy, a ktoś wiedział "lepiej". Czas pokaże.
Tak więc przekazanie urzędów pracy do samorządów w atmosferze napięć kompetencyjnych było niezwykle trudne. 16 tys. ludzi przechodziło do innych struktur organizacyjnych, a cała operacja przebiegała na żywym organiźmie i na dodatek na przełomie roku budżetowego. Moze dlatego, że wszystko odbyło się bez potknięć: nie pamiętamy, jak potężna logistycnie była ta operacja. I to był sukces, nas wszystkich. W tym samym czasie podjęłam decyzję o wdrożeniu programu PULS. Mam świadomość wielu jego niedoskonałości, ale to, że Bank Światowy uznał go za udany projekt, bardzo wzmacnia. Jestem pełna uznania dla pracowników powiatowych urzędów pracy, którzy wiele wysiłku włożyli w to przesięwzięcie, w tak trudnym okresie. Wiem, że dzisiaj wdrożenie tego programu byłoby niemożliwe. Są jeszcze dwie ważne sprawy, o których chcę napisać. Pierwsza to wprowadzony w 1998 roku system kontraktowania zadań - nowa jakość wydatkowania środków publicznych. Obok zapewnienia zwiększania skuteczności i efektywności, wdrożono ideę decentralizacji i demokratyzacji zarządzania w urzędach pracy oraz odpowiedzialności za podjęte decyzje. Nowy sposób wydatkowania środkó publicznych, który stanowił również wprowadzenie do systemu aplikowania po pieniądze unijne, napotkał na stanowcze veto ze strony samorządów, które czekały na obiecane 6 mld zł do własnej dyspozycji. Dzisiaj na wielu naradach najczęściej używanymi zwrotami jest "kontraktowanie zadań", "kontraktowanie usług" czy "kontrakty regionalne".
I wreszcie program "Absolwet", wspólny produkt pracowników powiatowych i wojewódzkich urzędów pracy oraz Krajowego Urzędu Pracy. Propozycja skierowna do młodych osób po raz pierwszy poszukujących pracy (w ciągu 3 lat programem objęto 750 tys. absolwentów). Pozytywnie przyjęty przez młodzież, kontynuowany przez samorządy, co roku ulepszany, zauważony został w programie "Pierwsza praca". Niestety "Pierwsza praca" nie zawiera ciekawych, nowych pomysłów, większość wymienionych działań powiatowe urzędy pracy realizują od lat, środki FP przeznaczone na ten cel są małe, a pozostałe pieniądze wirtualne.
Trudno w tym miejscu wymienić wszystkie przedsięwzięcia podejmowane prze KUP, a warte podkreślenia (choćby opracowane standardy). Zarówno sukcesy jak i porażki oraz wypływające z naszych doświadczeń wnioski zawarte zastały w przygotowanym przez KUP bilansie.
Doświadczenia wynikające z akontraktowania zadań, zwłąszcza konieczność wypowiedzenia kontraktów powstawła, w związku z planowanymi w budżecie znacznymi ograniczeniami środków na FP na rok następny oraz zawieraniem przez niektóe samorządy poważnych finansowych umów, przed zatwierdzeniem budżetu. Potwierdza to konieczność innego finansowania programów rynku pracy. Sztywne, wynikające z rocznego budżetu finansowanie programów trwających wiele miesięcy i przechodzących na następny rok zawsze budzi obawy czy będzie możliwe ich kontynuowanie. Ale to już temat na dłuższą dyskusję, która dotyka reformy finansów publicznych państwa. Zerwanie kontraktów było najtrudniejszą decyzją i największą porażką. Wiele spraw trzeba było budować od nowa, a najtrudniej odzyskać jest zaufanie. Czy się to udało? Na to pytanie najlepiej odpowie mój "Wielki Brat" - Związek Powiatów Polskich.
Czy można było zrobić więcej? Zawsze można zrobić więcej. Czy zmarnowaliśmy czas? Nie, nie zmarnowaliśmy.